poniedziałek, 9 listopada 2015

Gorliwość o dom Twój pochłania mnie J 2,17


Świątynia jako gmach, budowla. Już w jej nazwie zapisana jest odświętność, wyjątkowość. Miejsce spotkania Boga z człowiekiem, przestrzeń dialogu, zaufania i oddania. Świątynia jako dom Ojca, bezpieczny i oswojony, świadek odejść i powrotów, zwątpień i nawróceń, złości oswojonej pokojem serca. Wreszcie świątynia rozumiana jako Mistyczne Ciało Chrystusa, który za mnie i za ciebie oddał życie, zwyciężył śmierć, przyniósł zbawienie. Jego świątynia, która mieści się w moim marnym ludzkim sercu. Jeśli uświadomić sobie te powyższe prawdy, postawa, z jaką przestępuję progi mojego kościoła, jest zupełnie oczywista. Idę do Ojca, by przyjąć Jezusa pod postacią chleba, a tym samym zjednoczyć się z Duchem Świętym. Ale jeśli zacznę przyglądać się kościołowi z boku, zamiast doświadczać piękna Eucharystii i płynącej z niej siły, zacznę wytykać błędy, koncentrować się na mało znaczących szczegółach, zatracając odczucie sacrum. A jeśli nawet poddam się takiej pokusie, zechciej, Jezu, zrobić porządek w moim sercu, jak w świątyni jerozolimskiej. Stanowczo i bezdyskusyjnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

MIłość

Warto od czasu do czasu zadawać sobie pytania w dwóch sferach. Pierwszej, dotyczącej tego, co o mnie stanowi: Czy dostrzegam w sobie ukoch...