sobota, 28 listopada 2015

Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.




Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
Zwykle wizje przyszłości budzą w nas lęk. To jest naturalne. Ale nie jest konieczne. Życie w obecności Pana jest życiem w miłości. A prawdziwa miłość usuwa lęk. Jeśli z ufnością przylgniemy do Niego, możemy czuć się bezpieczni. Albo Bóg da nam łaskę znoszenia największych cierpień, albo nam ich oszczędzi. Nie możemy przestać wierzyć, że Jezus jest ponad wszystkim, co może nas spotkać. To jest klucz do wszystkiego. Co robić? Żyć tak, jakby ten dzień miał nadejść za chwilę. Nieustannie w Jego obecności. Jezus zachęca, by modlić się i czuwać w KAŻDYM CZASIE. Dalej czytamy: „abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić”. To bardzo pocieszające słowa. Mamy szansę uniknąć tych wszystkich okropności! Jeśli uwierzymy Jezusowi na słowo. A na koniec przed Nim staniemy. Można się bać. Sądu i sprawiedliwości. Ale ja nie chcę tak myśleć. Wiem, że Bóg kocha mnie do szaleństwa. Nie umiem bać się kogoś takiego.

                                                                                                                       Adam Szewczyk (radioeM)

środa, 25 listopada 2015

Rodzinny Adwent

Wielkimi krokami zbliża się Adwent. Warto już dziś przygotować dom do tego czasu.
Znalezione obrazy dla zapytania adwent
Pytanie: jak?

Oto kilka podpowiedzi:
1. Jeśli w domu są dzieci, można wspólnie przygotować lampion i razem z nimi uczestniczyć w roratach.

2. Wieniec adwentowy z czterema świecami, wokół którego możemy gromadzić się na wspólnej modlitwie rodzinnej (można zacząć chociażby od "Ojcze nasz").
3. Kalendarz adwentowy. Dużo radości sprawi przygotowanie zadań dla całej rodziny na każdy dzień Adwentu (na przykład: opowiem dziś mojej  rodzinie żart, pomodlę się za np. mamę/tatę/dziecko, pójdziemy na 15 minutowy spacer, powiem mojemu bratu coś miłego, itd.).

4. Dom oświetlamy lampkami na zewnątrz już z nastaniem pierwszej niedzieli adwentowej - Panie Jezu przyjdź, nasz dom JUŻ czeka! 

niedziela, 22 listopada 2015

NOWE ŻYCIE W CHRYSTUSIE


List Pasterski Episkopatu Polski na Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski
Drodzy Siostry i Bracia!

 W dzisiejszą uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata docierają do nas słowa proroka Daniela o Synu Człowieczym, któremu „powierzono […] panowanie, chwałę i władzę królewską, a [któremu] służyły […] wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie”. (Dn 7,14) Proroctwo to spełniło się w odniesieniu do osoby Chrystusa, który jest „Świadkiem Wiernym, Pierworodnym umarłych i Władcą królów ziemi” (Ap 1,5).

1. Chrzest Polski
Chrystus – jako Początek i Koniec całych ludzkich dziejów – sprawił, że 1050 lat temu na polskiej ziemi został postawiony krzyż, przejmujący znak jego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią. W 966 roku Mieszko I przyjął chrzest jako człowiek wolny. Chociaż został on udzielony pojedynczej osobie, to przecież dał początek wspólnocie z innymi osobami ochrzczonymi. Myśląc o konsekwencjach chrztu Mieszka, możemy mówić o „narodzie ochrzczonych”, o „chrzcie narodu”, a więc również o Chrzcie Polski (por. Prymas Stefan Wyszyński, „Na Wielkanoc Roku Tysiąclecia Chrztu Polski”, Gniezno 1966).
Książę Mieszko tym samym wprowadził swoich pobratymców w świat kultury łacińskiej i uczynił ich obywatelami wspólnoty ludów chrześcijańskich. Jego chrzcielnica stała się kolebką rodzącego się narodu, pozostając znakiem budującym jego tożsamość. Chrzest wprowadził nasz naród w nowy świat, który wyraża się przez nową kulturę, nowe instytucje, struktury i zapisy prawne. Doświadczenie wiary przełożyło się z mocą na postawy moralne, widoczne także w życiu gospodarczym, politycznym i kulturalnym. Społeczne konsekwencje Chrztu Polski pojawiły się później, poczynając od rodziny po naród, a nawet po wspólnotę narodów, jaką dzisiaj stanowi dla nas Europa.

2. Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski
W Wigilię Paschalną 966 roku, kiedy władca Polan stanął przed chrzcielnicą, zaśpiewano ten wyjątkowy, starożytny hymn: „Weselcie się już, zastępy aniołów w niebie, weselcie się, słudzy Boga. Niechaj zabrzmią dzwony głoszące zbawienie, gdy Król tak wielki odnosi zwycięstwo. Raduj się ziemio, opromieniona tak niezmiernym blaskiem […], poczuj, że wolna jesteś od mroku, co świat okrywa!” („Exultet”). I odtąd – każdego roku w Wigilię Paschalną – Kościół w Polsce śpiewa ten hymn tuż przed odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych; przepiękny hymn, przepełniony radością z dzieła zbawienia, skupiony na Chrystusie, który wyzwala nas ku miłości do Boga i ludzi.
W chwili chrztu świętego każdej i każdego z nas to zbawcze wydarzenie staje się przełomowym momentem naszej osobistej duchowej biografii. Chrzest święty jest fundamentem całego życia chrześcijańskiego i bramą do życia w Trójcy Świętej. Jest to nie tylko zanurzenie w poświęconej wodzie, ale prawdziwe zanurzenie w śmierci i zmartwychwstaniu Pana, w Jego zwycięstwie nad złem. To prawdziwe źródło życia wiecznego dla nas.
Pełne wiary spojrzenie na to przełomowe w dziejach naszego narodu wydarzenie sprawia, że przeżycie Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski nie ogranicza się do rozważania zagadnień o charakterze społecznym, kulturowym czy narodowym. Są to z pewnością kwestie ważne, ale to przecież nie te pytania usłyszał Mieszko I, gdy stanął przy chrzcielnicy. Najpierw zapytano go o to, czy wyrzeka się szatana i jego próżnej chwały. Następnie, czy wierzy w Boga Ojca Wszechmogącego, w Jego Jedynego Syna – Jezusa Chrystusa, wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w Ducha Świętego, w święty, katolicki i apostolski Kościół, w społeczność świętych i w zmartwychwstanie ciała. Na wszystkie te pytania Mieszko odpowiedział: „Wierzę!”. To samo wyznanie wiary powtarzamy i my 1050 lat później.

3. Millennium Chrztu Polski
Obchodzić Jubileusz Chrztu Polski to świadczyć własnym życiem o Chrystusie. Takie odważne świadectwo w niełatwych czasach PRL-u złożyli katolicy w 1966 roku, w czasie obchodów milenijnych. Pomogła w tym dziewięcioletnia Wielka Nowenna, czyli program duszpasterski opracowany przez Sługę Bożego Księdza Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jej główne hasło rozbrzmiewa po dziś dzień w naszych uszach: „Wierność Bogu, Krzyżowi, Ewangelii, Kościołowi i jego Pasterzom”.
Ogromna praca duchowa, towarzysząca Millennium Chrztu, zakończyła się uroczystościami na Jasnej Górze 3 maja 1966 roku. W tym dniu zawierzono Matce Bożej nasz naród na kolejne 1000 lat. Bez tamtego Millennium trudno sobie wyobrazić następne ćwierć wieku polskiej historii: pontyfikat św. Jana Pawła II, wielki ruch „Solidarność” oraz odzyskaną w 1989 roku wolność.
Po pięćdziesięciu latach pasterze Kościoła wraz ze zgromadzonymi wiernymi ponowią ten akt na Jasnej Górze 3 maja 2016 roku, zawierzając Polaków w Ojczyźnie i poza jej granicami naszej duchowej Matce i Królowej.

4. Wyzwanie ekumeniczne
Chrzest jest wydarzeniem, którego nie da się zamknąć tylko w kontekście Kocioła katolickiego. Św. Paweł pisze, że „[…] w jednym Duchu wszyscy zostaliśmy ochrzczeni w jedno Ciało” (por. 1Kor 12,13), tworząc jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. 3

Dlatego chrzest czyni chrześcijan, niezależnie od istniejących między nimi podziałów, członkami jednego Ciała Chrystusowego. Tworzy jedność, która nie sprowadza się wyłącznie do obojętnej tolerancji i wzajemnej wiedzy o sobie, lecz spełnia się w wymianie duchowych darów.
Dziękujemy Bogu za przyjętą na początku 2000 r. przez Kościół Katolicki i Kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej „Deklarację o wzajemnym uznaniu chrztu jako sakramentu jedności”. Jest ona bezprecedensowa w wymiarze Europy i świata, inspiruje do podejmowania następnych kroków zmierzających do zjednoczenia chrześcijan. Jedność Kościoła jest wolą Chrystusa. Mnożenie podziałów czy choćby obojętność wobec nich, jest ciężkim grzechem i antyświadectwem, które pomnaża zgorszenie. Polska przyjęła chrzest w czasie, gdy Kościół w dużej mierze był jeszcze niepodzielony na prawosławie (1054 rok) i kościoły protestanckie (1517 rok). Czy Jezus Chrystus nie wzywa nas do tego, byśmy chcieli nie tylko przeżyć, ale – w takiej mierze, w jakiej to jest możliwe – również przygotować wspólny obchód 1050-lecia tamtego wydarzenia? Czy możemy śpiewać Bogu radosne Te Deum za wydarzenie chrztu inaczej, niż w postawie głębokiego pojednania?

5. Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia
Przeżywane przez nas uroczystości 1050. rocznicy Chrztu Polski łączą się w rozpoczynającym się roku liturgicznym z jeszcze jedną okolicznością. Jest nią Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia rozumiany jako objawienie się czynnej wiary, potwierdzonej na chrzcie świętym. „W tym Roku Świętym – pisze papież Franciszek – będziemy mogli doświadczyć otwarcia serc na tych wszystkich, którzy żyją na najbardziej beznadziejnych peryferiach egzystencjalnych, które tak często świat stwarza w sposób dramatyczny. […] Otwórzmy nasze oczy, aby dostrzec biedę świata, rany tak wielu braci i sióstr pozbawionych godności. Poczujmy się sprowokowani, słysząc ich wołanie o pomoc. Niech nasze ręce ścisną ich ręce, przygarnijmy ich do siebie, aby poczuli ciepło naszej obecności, przyjaźni i braterstwa. Niech ich krzyk stanie się naszym, tak byśmy razem złamali barierę obojętności, która często króluje w sposób władczy, aby ukryć hipokryzję i egoizm”. (Bulla „Misericordiae vultus” 11.04.2015). Ojciec Święty polecił, by Nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia rozpoczął się 8 grudnia br., w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, a zakończył 20 listopada 2016 roku w uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. W tym czasie połączymy intencje Ojca Świętego z ogólnopolskim aktem przyjęcia królowania Chrystusa i poddania się pod Jego Boską władzę. Uczynimy to w podkrakowskich Łagiewnikach 19 listopada 2016 roku, w przeddzień uroczystości Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.
Zakończenie
Czeka nas zatem rok liturgiczny pełen duchowych wyzwań. Niech będzie on dla każdej i każdego z nas rokiem prawdziwie błogosławionym. Niech będzie czasem wdzięczności wobec 
Boga za wspaniałą, ponad tysiącletnią tradycję chrześcijańską naszego narodu; czasem odnowienia przymierza z miłosiernym Bogiem i poddania się powszechnemu panowaniu Chrystusa Króla Wszechświata. Niech stanie się okazją do pogłębienia synowskich więzi z Bogarodzicą, Matką Kościoła i naszą Matką. Niech będzie czasem radosnej nadziei dla młodych, którzy podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie spotkają się z Ojcem Świętym Franciszkiem.
Na błogosławiony czas odnowy naszej tożsamości chrzcielnej w Roku Jubileuszowym wszystkim ochrzczonym i przygotowującym się do chrztu z serca błogosławimy.
Podpisali:
Pasterze Kościoła katolickiego w Polsce
obecni na 370. Zebraniu Plenarnym
Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie
w dniu 6 października 2015 r. 


sobota, 21 listopada 2015

Dwa światy....


Cza­sami trze­ba usiąść obok i czyjąś dłoń zam­knąć w swo­jej 

dłoni, wte­dy na­wet łzy będą sma­kować jak szczęście.

środa, 18 listopada 2015

Stawiające na nogi słuchowisko....

Czy kiedy w moim życiu zrywa się gwałtowny wicher, ufam Jezusowi, że obchodzi Go to moje życie?



Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Łk 19, 26



Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić.
Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę».

Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min».
Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min».
Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»”.

Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Oczekiwanie na przyjście Królestwa Bożego nie polega na martwocie, stagnacji i leniwym marnowaniu darowanego nam czasu. Gdyby tak było, przypominalibyśmy gnuśnego sługę z dzisiejszej przypowieści, który powierzoną mu minę zawinął w chustkę, nie próbując nawet wypracować minimalnego zysku. Trawiony strachem przed surowym panem, skrzętnie ukrył swój skarb, przyczyniając się w ten sposób do pomniejszenia jego wartości. Zadziałała tu bowiem fundamentalna dla życia duchowego zasada: więź z Bogiem owocuje tylko wtedy, gdy się w nią inwestuje; przeciwnie, gdy chowamy ją do skarpety – kurczy się i zanika, pozostawiając nam złudny pozór posiadania. Nic więc dziwnego, że ci, którzy ją zagubili, przy końcu utracą również swoje złudzenia. Królestwo Boże to nie papierowa fikcja, ale ruch, dynamizm i pełnia życia. Zdobywają je gwałtownicy i Boży ryzykanci. Nie chodzi przy tym o brawurę, ale o miłość. Ta zaś nie boi się porażki; wie, że nawet gdy dla Boga traci wiele, w Nim zyskuje wszystko.
 (radioem.pl Aleksander Bańka)

wtorek, 17 listopada 2015

Dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Łk 19,5


Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać     i bawić to, co zginęło”.
Wiemy, że był bogaty. Nawet bardzo. Pewnie też niegłupi, skoro powierzono mu ważne stanowisko zwierzchnika celników. I możemy przypuszczać, że właśnie z powodu tego stanowiska nie był specjalnie lubiany. Bo tacy, co trudniąc się zabieraniem ludziom pieniędzy, sami pławią się w luksusie, nie wzbudzają raczej sympatii otoczenia. Zwłaszcza że, jak sam przyznał, zdarzało mu się kogoś skrzywdzić. Ot, zwyczajny cwaniak, drobny karierowicz. Czy ktoś taki nadaje się do odegrania pozytywnej roli w dziejach zbawienia? A jednak Jezus Zacheusza zauważył. Bardzo go zaszczycił swoim wproszeniem się do niego w gościnę. I okazało się, że było warto. Zagubiony odnalazł się. My też bywamy bardzo różni. Zakompleksieni, nieuczciwi, skupieni na karierze, nie wzbudzający sympatii. Dobrze, że Bóg widzi w nas też to, co dobre. Bo czy bez tej Jego hojnej łaskawości wobec nas bylibyśmy w stanie przekraczać samych siebie i stawać się lepszymi? Obyśmy tylko podobnie umieli patrzeć na naszych bliźnich.
Andrzej Macura (radioem.pl)

niedziela, 15 listopada 2015

Homo tabletis?

Czy to prawda? Czy coraz częściej właśnie w ten sposób zajmujemy nasze małe dzieci? Czy można coś z tym zrobić?

Zobacz filmik:


sobota, 14 listopada 2015

Ekologiczny rachunek sumienia..


O działaniach na rzecz "radykalnej zmiany jakości powietrza" zwrócąją się do wiernych biskupi archidiecezji katowickiej oraz diecezji gliwickiej, opolskiej i sosnowieckiej. Ich komunikat z apelem o "ekologiczny rachunek sumienia" ma być odczytany w kościołach w niedzielę.
W udostępnionym w piątek przez archidiecezję katowicką "Słowie biskupów diecezji z terenu województwa śląskiego w sprawie troski o jakość powietrza" abp Wiktor Skworc, bp Jan Kopiec, bp Andrzej Czaja oraz bp Grzegorz Kaszak uznali zjawisko tzw. niskiej emisji za ważną sprawę społeczną.
Biskupi w komunikacie przypominają, że wysokie stężenia pyłu zawieszonego (jednego ze składników smogu będącego efektem m.in. niskiej emisji), przekraczające czasem wielokrotnie normy, występują w całym regionie w sezonie grzewczym, zwłaszcza podczas niekorzystnych warunków meteorologicznych. Wśród przyczyn zjawiska wskazują m.in. największą w skali kraju gęstość zaludnienia oraz intensywny ruch samochodowy.
"Główną przyczyną zanieczyszczeń jest emisja niebezpiecznych substancji chemicznych z indywidualnego ogrzewania budynków. Ten stan dotyczy również dużych miast ze starą, wielorodzinną zabudową mieszkaniową. Jest konsekwencją spalania materiałów opałowych złej jakości, w paleniskach o niskich parametrach energetycznych" - zaznaczyli hierarchowie.
Podkreślili, że obecność pyłu zawieszonego w atmosferze działa negatywnie przede wszystkim na człowieka, prowadzi do chorób układu oddechowego i krążenia, zaś zawarte w nim związki chemiczne są rakotwórcze.
"Stajemy więc przed poważnym wezwaniem, polegającym na podjęciu wspólnych działań, których celem jest radykalna zmiana jakości powietrza, którym na co dzień oddychamy. Opracowane i realizowane przez samorządy plany likwidowania tzw. niskiej emisji trzeba już dzisiaj wzmocnić ekologicznym rachunkiem sumienia" - zaznaczyli abp Skworc, bp Kopiec, bp Czaja i bp Kaszak.
"Wzywa nas do tego nie tylko papież Franciszek w encyklice +Laudato si+, ale także zdrowy rozsądek i wola przestrzegania Bożych przykazań, zwłaszcza przykazania: nie zabijaj!" - podkreślili biskupi. Jak dodali, powietrze powinno zostać oczyszczone z efektów ludzkiej lekkomyślności, wyrażającej się w spalaniu w piecach np. śmieci, odpadów i przedmiotów plastikowych.
"Nie wolno ogrzewając mieszkanie lub dom przyczyniać się do +małych katastrof ekologicznych+. Odejście od takiego postępowania będzie wyrazem troski o nasze zdrowie i wczesną profilaktyką, zapobiegającą licznym chorobom. Od naszej świadomości i odpowiedzialności zależy, czy powietrze w miejscowości naszego zamieszkania i całego regionu będzie służyło naszemu zdrowiu" - wskazali hierarchowie.
Wobec ekonomicznych przyczyn zanieczyszczenia powietrza wiążących się z tym, że wielu mieszkańców regionu nie stać na wymianę pieców grzewczych na bardziej ekologiczne i zakup lepszej jakości węgla, biskupi zaapelowali o wypracowanie skutecznego systemu wsparcia - na szczeblu krajowym.
"Poszczególne samorządy dotują już instalację ekologicznych źródeł ciepła. Potrzebne są jednak ogólnopolskie, rządowe rozwiązania systemowe. Z tym łączy się likwidacja trudnych do pokonania barier biurokratycznych oraz opracowanie innych form pomocy" - napisali zwierzchnicy śląskich i zagłębiowskich diecezji rzymskokatolickich.
"Bardzo liczymy na to, że przepisy państwowe i samorządowe będą uwzględniać sytuację ekonomiczną tych, których nie stać na zakup nowego pieca lub jego modernizację, a także na nabywanie węgla lepszej jakości lub innego, proekologicznego opału" - zaznaczyli jednocześnie.
Niska emisja to przede wszystkim efekt spalania węgla oraz śmieci w domowych kotłowniach i piecach. Jednym z jej składników jest tzw. pył zawieszony będący mieszaniną cząstek stałych i ciekłych. Zawiera m.in. drobinki węgla (sadzy), substancje lotne: siarczany, azotany, chlorki, a także substancje toksyczne: wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, dioksyny i furany.
Najbardziej narażone na drażniące działanie pyłu zawieszonego są osoby cierpiące na choroby układu oddechowego i na niewydolność krążenia (szczególnie starsi i dzieci), a także wykonujące wysiłek fizyczny na wolnym powietrzu
.

środa, 11 listopada 2015

KLUCZE DO PRZYSZŁOŚCI ZNAJDUJĄ SIĘ ZA NASZYMI PLECAMI...


Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki 

Otaczał blaskiem potęgi i chwały, 
Coś ją osłaniał tarczą swej opieki 
Od nieszczęść, które przygnębić ją miały!

Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: 
Ojczyznę wolną pobłogosław Panie! x2

Ty, któryś potem tknięty jej upadkiem 
Wspierał walczących za najświętszą sprawę, 
I chcąc świat cały mieć jej męstwa świadkiem 
W nieszczęściach samych pomnażał jej sławę.

Ref.: Przed Twe ołtarze...


CZY UMIEMY BYĆ WDZIĘCZNI?




Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił, chwaląc Boga donośnym 

głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. 

A był to Samarytanin. Łk 17,15-16
Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.
Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”.
Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”.
Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

Wdzięczność to nie dodatek do życia duchowego, ale najbardziej istotny element naszej relacji z Bogiem. Tak przynajmniej powinno być. Tymczasem nam często wydaje się, że nie mamy za co dziękować – bo trudności w pracy, w domu, w szkole, bo życie takie ciężkie i wciąż piętrzą się kłopoty. Nie dostrzegamy, że jesteśmy jak owi trędowaci. Jezus nas oczyszcza, a my, zapatrzeni w czubek własnego nosa, nie potrafimy nawet głowy zwrócić w Jego kierunku z wdzięcznością. Zajęci utyskiwaniem, nie widzimy cudów – absorbują nas jedynie braki. Wciąż więc prosimy, zamawiając u Boga coraz nowsze produkty do naszej życiowej strefy komfortu. I gorzko się rozczarowujemy. Jednak nie dlatego, że Bóg nam nic nie daje. My po prostu nie potrafimy przyjmować Jego darów. Nie potrafimy, bo nie oddajemy Bogu chwały. Tymczasem Bóg słucha nas, gdy Go prosimy, ale z mocą odpowiada, gdy Go uwielbiamy. Najwięcej przecież dostają ci, którzy najmniej myślą o sobie. Zajmuje ich Boża chwała. Bóg troszczy się o resztę.





wtorek, 10 listopada 2015

Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać. Łk 17,10



Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: «Pójdź i siądź do stołu»? Czy nie powie mu raczej: «Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił»? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać»”.

To normalne, że służący jest od wykonywania posług, a nie od rozsiadania się za stołem. Nawet jeśli już się zmęczył. Przecież płaci mu się za pracę, nie za odpoczywanie. Czy nie tak? Tymczasem tak często z ust wierzących odnośnie do Boga padają słowa, że nie mają potrzeby. Nie mają potrzeby się modlić, pójść do kościoła. Coraz częściej nie potrzebują też łaski sakramentu małżeństwa ani mówienia im, co i jak mają robić. Jak Bóg będzie im potrzebny, to się zgłoszą. Na razie ma czekać. To stawianie sprawy na głowie. Przecież my jesteśmy sługami, a Bóg naszym Panem. Zapłata, jaką nam proponuje, zbawienie i życie wieczne, jest niezwykle hojna. Nie robimy Mu żadnej łaski, jeśli wypełniamy, co nam przykazał. Jeśli stęsknieni jesteśmy pochwał za wierną służbę – można zrozumieć. Ale dlaczego czasem stawiamy sprawę tak, jakbyśmy zamienili się z Bogiem miejscami? Dlaczego uważamy, że mamy prawo używać życia, a On powinien nam usługiwać?

poniedziałek, 9 listopada 2015

Gorliwość o dom Twój pochłania mnie J 2,17


Świątynia jako gmach, budowla. Już w jej nazwie zapisana jest odświętność, wyjątkowość. Miejsce spotkania Boga z człowiekiem, przestrzeń dialogu, zaufania i oddania. Świątynia jako dom Ojca, bezpieczny i oswojony, świadek odejść i powrotów, zwątpień i nawróceń, złości oswojonej pokojem serca. Wreszcie świątynia rozumiana jako Mistyczne Ciało Chrystusa, który za mnie i za ciebie oddał życie, zwyciężył śmierć, przyniósł zbawienie. Jego świątynia, która mieści się w moim marnym ludzkim sercu. Jeśli uświadomić sobie te powyższe prawdy, postawa, z jaką przestępuję progi mojego kościoła, jest zupełnie oczywista. Idę do Ojca, by przyjąć Jezusa pod postacią chleba, a tym samym zjednoczyć się z Duchem Świętym. Ale jeśli zacznę przyglądać się kościołowi z boku, zamiast doświadczać piękna Eucharystii i płynącej z niej siły, zacznę wytykać błędy, koncentrować się na mało znaczących szczegółach, zatracając odczucie sacrum. A jeśli nawet poddam się takiej pokusie, zechciej, Jezu, zrobić porządek w moim sercu, jak w świątyni jerozolimskiej. Stanowczo i bezdyskusyjnie.


niedziela, 8 listopada 2015

A Ty co ofiarujesz Panu?


„Ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. Tak po ludzku to nierozsądne. Dać wszystko. A jednak taki jest Bóg. Oczekuje, że damy Mu wszystko albo nic. Przedziwna jest logika Ewangelii. Ofiarność nie może mieć w sobie logiki handlu, wyrachowania. Jezus celowo zestawia cichą pobożność wdowy i zapatrzoną w siebie pobożność uczonych w Piśmie. Kontrast jest spory i pouczający. Zastanawiają słowa „ze swego niedostatku”, czyli ze swojej biedy. Nie mając nic, można dać wszystko. Jest tu jakiś paradoks. Ale tak to działa. Ubóstwo nie musi prowadzić automatycznie do pobożności. Ale kiedy człowiek godzi się ze stratą, którą w życiu przeżywa, uczy się oddawania Bogu wszystkiego, co ma.
„Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony”. 
Jak ten Pan Bóg dziwnie to liczy! Policzmy: ile dajemy z siebie innym? Ile dają sobie nawzajem małżonkowie? Rodzice dzieciom? Ile jako ksiądz daję z siebie swoim parafianom? Ile dajemy Bogu? Co wrzucamy do Jego skarbony? Ofiarność to ważna cecha miłości. Jej najdoskonalszym wzorem jest krzyż Chrystusa. Bóg wrzucił do skarbony świata wszystko. Dał nam swojego umiłowanego Syna, swoje wszystko, całe swoje bogactwo. To była Jego ofiara za zbawienie świata. Bóg jest jak uboga wdowa.
Ks. Jaklewicz

sobota, 7 listopada 2015

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. 





Surowym okiem przyglądamy się wielkim tego świata. A może najpierw warto przyjrzeć się sobie samemu i odkryć te drobne rzeczy, w których nasza wierność szwankuje? Na przykład taki banał jak telefonowanie w czasie jazdy samochodem. Gdy widzę kogoś, kto w czasie wyprzedzania ma przy uchu komórkę, bo akurat załatwia ważną dla siebie sprawę, to nie chciałbym, aby ktoś taki mną rządził. Bo wiem, że jak będzie miał do załatwienia „ważną dla siebie sprawę”, nie zawaha się złamać prawa. Byłem świadkiem sytuacji, kiedy adwokat próbował nakłonić klienta do fałszywych zeznań, bo „nie lubi przegrywać”. Nie chciałbym, aby ktoś taki został prezesem Sądu Najwyższego. To są drobne rzeczy. A Jezus dzisiaj mówi, że „kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie”. Więc zanim zaczniemy sądzić tych, którzy nami rządzą, zastanówmy się przez chwilę. Bo może się okazać, że w oczach Pana wcale nie jesteśmy od nich lepsi.

piątek, 6 listopada 2015

UCZCIWOŚĆ SIĘ OPŁACA...



Łk 16,1-8 
Jezus powiedział do swoich uczniów: 
„Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek. 
Przywołał go do siebie i rzekł mu: «Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą». 
Na to rządca rzekł sam do siebie: «Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mię zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mię ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu». 
Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: «Ile jesteś winien mojemu panu?» Ten odpowiedział: «Sto beczek oliwy». On mu rzekł: «Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt». Następnie pytał drugiego: «A ty ile jesteś winien?» Ten odrzekł: «Sto korców pszenicy». Mówi mu: «Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt». 
Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”. 

Jest w Ewangelii taka przypowieść, której pozytywnym bohaterem jest szuja, oszust i złodziej. Facet nie dość, że za jakieś przekręty został zwolniony z pracy, to jeszcze zanim z niej odszedł wyprowadził majątek z firmy, żeby się ustawić na przyszłość. A Jezus go chwali! :-o (por. Łk 16, 1-8)
Chwali go za zdolność radzenia sobie w zmieniających się okolicznościach, za zmysł twórczego rozwiązywania problemów i za determinacje w dążeniu do celu.
 Bo to jest godne pochwały. Tak, cel miał przyziemny i metody niecne, ale był twórczy, pomysłowy i oryginalny. Nie siadł na ziemi i nie zaczął biadolić nad losem okrutnym, że go z roboty wylali, ale zaczął kombinować jak sobie w tej sytuacji poradzić.
 I o to chodzi.
 O innowacyjność. Nieschematyczność myślenia. Zdolność do zmiany  myślenia wobec zmieniających się warunków.
 Jezus tę przypowieść mówi w kontekście celu ostatecznego - zdobycia Królestwa Bożego. O to trzeba powalczyć. Nie siłą mięśni, ale właśnie strategią. Własną, osobistą strategią, dostosowaną do zmieniających się okoliczności życia. Bo każdy jest inny i musi znaleźć swój sposób. Świętych bowiem nie produkuje się seryjnie.
 Owszem, można poprzestać na narzekaniu, że świat jest zły i laicyzowany, albo marzyć, że gdybyśmy żyli gdzie indziej i kiedy indziej i w ogóle indziej (to słowo-klucz, który otwiera drzwi do ucieczki od rzeczywistości), to byśmy mogli zwiele zdziałać i zostać świętymi, a tak, to kicha i... kamieni kupa. Jednym słowem, szału nie ma.
 Ale ten system do niczego nie prowadzi.
 Wszystko można i trzeba wykorzystać jako potencjalną szansę, okazję. Wystarczy trochę innowacyjnego zmysłu, by popatrzeć na te same okoliczności od innej strony. Bo wszystko ma tę lepszą stronę. Gdyby jej nie było, Bóg nie dopuściłby do tej całej sytuacji. On liczy na naszą innowacyjność.

czwartek, 5 listopada 2015

I Stand On Your Word


Jonathan Butler, I Stand On Your Word

ZNALEŹĆ



Najpierw dostrzec brak. Przy czym nie chodzi o samą fizyczną nieobecność. Bez zaginionej owcy stadu czegoś brakuje do pełni. Brakuje także pasterzowi. Są ubożsi o tę jedną. Zatem brak nie jest wyłącznie problemem zaginionej. To także problem stada i pasterza.
Zostawić? A złodziej, wilki, czas dojenia, opinia powierzających owce opiece pasterza… Ileż argumentów za tym, by pozostać przy stadzie. Zająć się wiernymi, zdyscyplinowanymi, posłusznymi, dającymi zysk i zajęcie. Wytłumaczyć się brakiem czasu i ważnymi obowiązkami.
Wziąć na ramiona. Nie pogonić kijem. Nie poszczuć psem. Nawet nie wsadzić na wóz czy samochód. Wziąć na ramiona oznacza z jednej strony poczuć smród zagubionej, z drugiej czułość i troskę pasterza, potrafiącego przezwyciężyć złość, zniechęcenie, zmęczenie. Zdolnego wznieść się ponad.
Uwaga o radości w niebie – znamienne – jest przez Jezusa wypowiedziana niejako po. Owca przyniesiona do stada, drachma w ręku, akcent położony na wysiłek poszukiwania. Może w ten sposób Zbawiciel chciał powiedzieć, że nawrócenie jest owocem znalezienia? I nigdy na odwrót?
Ileż trzeba pokory by dostrzec brak w sobie, zostawić, wziąć na ramiona, a potem jeszcze patrzeć jak ze znalezionego cieszą się bardziej niż z poszukującego…

środa, 4 listopada 2015

Wizja i odwaga - św. Karol Boromeusz



Kościół potrzebował głębokiej odnowy, zwłaszcza duchowieństwa. I wtedy właśnie Karol Boromeusz przeobraża się z dworskiego kardynała w autentycznego pasterza.
Karol Boromeusz urodził się w roku 1538 na zamku Arona w Longobardii. Ukończył studia prawnicze. Był znawcą sztuki. Podobno pięknie grał na wiolonczeli. W wieku 23 lat został kardynałem i arcybiskupem Mediolanu, lecz święcenia biskupie przyjął dopiero dwa lata później. Głęboką przemianę duchową spowodowała w nim śmierć brata. Podjął życie pełne ascezy i duszpasterskiej gorliwości. Troszczył się o ludzi ubogich i chorych. Przyczynił się do zakończenia Soboru Trydenckiego, po czym z wielkim zaangażowaniem wprowadzał w swej diecezji jego reformy. Założył pierwsze na świecie seminarium duchowne przygotowujące kandydatów do kapłaństwa. Zmarł 3 listopada 1584 roku.

Swych współbraci w kapłaństwie pouczał m. in: "Jesteś duszpasterzem? Nie chciej z tego powodu zaniedbywać siebie samego i nie udzielaj się tak bardzo wokoło, aby dla ciebie nic już nie zostało. Masz bowiem pamiętać o duszach, którym przewodzisz, ale nie tak, abyś zapomniał o swojej własnej".

poniedziałek, 2 listopada 2015

DZIEŃ ZADUSZNY - WIECZNY ODPOCZYNEK RACZ IM DAĆ PANIE...


W Dzień Zaduszny nie o wspominanie chodzi. Raczej o to, by tym, którzy przeszli już na tamten świat, pomóc osiągnąć szczęście wieczne.
Wymyślony? Niebiblijny? Nie mający zakorzenienia w Tradycji? Takie opinie słychać czasem w Dzień Zaduszny, kiedy katolicy modlą się za zmarłych. Wiara, że po śmierci jest jeszcze coś innego niż tylko niebo i piekło, bywa czasem uważana za dodawanie czegoś do niezmiennej nauki Jezusa. Ale gdy uczciwie się zastanowić...
Modlitwa za zmarłych ma sens
Kiedy Jezus uczył o grzechu przeciw Duchowi Świętemu, wspomniał, że nie będzie on przebaczony ani w tym wieku, ani w przyszłym. Czy to tylko takie semickie określenie, że nie będzie wybaczony nigdy? Może. Ale podsuwa myśl, że nie każdy brud grzechu dyskwalifikuje jako kandydata do nieba. Są widać grzechy, z którymi człowiek może wejść do nieba...
O „zbawieniu przez ogień” wspomina też św. Paweł (1 Kor 3, 15). Wiara w istnienie czegoś takiego, co nazywa się czyśćcem, wynika jednak przede wszystkim z faktu, że modlimy się za zmarłych. Piękne świadectwo złożenia ofiary za zmarłych znajdujemy  w Starym Testamencie, gdy Juda Machabeusz składa ofiarę przebłagalną za zabitych, by byli uwolnieni od grzechu (2 Mch 12, 45). A żyjący na przełomie IV i V wieku patriarcha Konstantynopola, Jan Złotousty, tak nauczał: „Nieśmy im (zmarłym) pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy”.
Wydoskonalić się w miłości
W czyśćcu – uczy Kościół – zmarły jest już pewien zbawienia. Czeka jednak na oczyszczenie. Niebo jest bowiem wspólnotą wydoskonalonych w miłości. A jeśli czyjaś miłość jest jeszcze mocno skażona miłością własną czy jakimiś złymi przyzwyczajeniami? Jeśli – jak to ktoś powiedział – człowiek po śmierci przychodzi do Boga z rękoma czystymi, ale pustymi?
Ten, choć na ogół był porządnym chrześcijaninem, miał słabość do wódki, tamten do papierosów. Jeszcze inny, nawrócony pod koniec życia, nie zdążył naprawić wyrządzonego zła. Czy nie tacy potrzebują przed wejściem do nieba jeszcze jakiegoś oczyszczenia? Być może nie. Przecież Bóg, zgodnie z tym , czym mówił Jezus w przypowieści o robotnikach zatrudnianych w winnicy od rana do późnego popołudnia, może dać i temu ostatniemu tyle, ile pierwszemu. Ale problem w tym, że niektórzy do nieba zwyczajnie muszą jeszcze dorosnąć.
Wśród różnych warunków uzyskania odpustu zupełnego jeden wydaje się dość kłopotliwy. Wolność od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, nawet lekkiego. Bywa tak, że człowiek ufa Bogu i nie ma na sumieniu jakichś wielkich grzechów.  Ale jest do grzechu przywiązany. Ciągle pociąga go zakazany owoc. Nie uważa go wcale za zgniły. Grzech jest dla niego czymś pociągającym i powabnym, tylko albo nie ma okazji go kosztować, albo nie ma odwagi, bo boi się kary. Ot, mąż, który wprawdzie jest wierny żonie, ale tylko dlatego, że żadna inna go nie chciała albo dlatego, że bał się, co to będzie, kiedy jego grzech się wyda. Czy taki człowiek nadaje się do nieba? Przecież we wspólnocie doskonałych w miłości będzie zwyczajnie nieszczęśliwy. Ciągle będzie tęsknił za zakazanym owocem. Czyściec jest właśnie po to, żeby taki człowiek zmądrzał.
Ku pomocy
To był trudny szlak. Z tych, na których niektórzy wpadają w panikę i nie potrafią  zrobić ani kroku naprzód. Na dodatek zaczynało padać. Trawers po grani nad przepaściami z obu stron wydawał się jednemu z moich kolegów czymś przerażającym. Pewnie gdyby był sam, wcześniej czy później zdecydowałby się zrobić tych parę kroków. Droga w drugą stronę była długa i też niełatwa. Ale pomógł mu inny kolega. Poszedł pierwszy. A potem cierpliwie udzielał wskazówek. Gdzie postawić nogę, czego się złapać... Dzięki niemu wszystko poszło w miarę szybko.
Modlitwy za zmarłych, ofiarowane za nich msze, posty czy dzieła miłosierdzia, to wyciągnięta do zmarłych w czyśćcu pomocna dłoń. Jasne, bez też niej wcześniej czy później trafią w końcu do nieba. Ale dlaczego im nie pomóc, by osiągnęli szczęście wieczne jak najszybciej? Śmierć nie jest przecież kościelną ekskomuniką. Ci ludzie ciągle są członkami wspólnoty Kościoła. I tak jak troszczymy się o biednych czy chorych, tak zwyczajnie wypada nam nie zapominać i o zmarłych. Zresztą  pomagając im naszymi modlitwami sami też wiele zyskujemy. Tak jak Pan Bóg nie pozostawia bez odpłaty kubka wody podanego spragnionemu bratu, tak i tę naszą służbę dla cierpiących w czyśćcu hojnie wynagrodzi.
***
Katechizm Kościoła katolickiego o czyśćcu (1030-1032)
Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze całkowicie oczyszczeni, chociaż są już pewni swego wiecznego zbawienia, przechodzą po śmierci oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości nieba.
To końcowe oczyszczenie wybranych, które jest czymś całkowicie innym niż kara potępionych, Kościół nazywa czyśćcem. Naukę wiary dotyczącą czyśćca sformułował Kościół przede wszystkim na Soborze Florenckim i na Soborze Trydenckim. Tradycja Kościoła, opierając się na niektórych tekstach Pisma świętego , mówi o ogniu oczyszczającym:
Co do pewnych win lekkich trzeba wierzyć, że jeszcze przed sądem istnieje ogień oczyszczający, według słów Tego, który jest prawdą. Powiedział On, że jeśli ktoś wypowie bluźnierstwo przeciw Duchowi Świętemu, nie zostanie mu to odpuszczone ani w tym życiu, ani w przyszłym (Mt 12, 32). Można z tego wnioskować, że niektóre winy mogą być odpuszczone w tym życiu, a niektóre z nich w życiu przyszłym .
Nauczanie to opiera się także na praktyce modlitwy za zmarłych, której mówi już Pismo święte: "Dlatego właśnie (Juda Machabeusz) sprawił, że złożono ofiarę przebłagalną za zabitych, aby zostali uwolnieni od grzechu" (2 Mch 12, 45). Kościół od początku czcił pamięć zmarłych i ofiarował im pomoce, a w szczególności Ofiarę eucharystyczną , by po oczyszczeniu mogli dojść do uszczęśliwiającej wizji Boga. Kościół zaleca także jałmużnę, odpusty i dzieła pokutne za zmarłych:
Nieśmy im pomoc i pamiętajmy o nich. Jeśli synowie Hioba zostali oczyszczeni przez ofiarę ich ojca, dlaczego mielibyśmy wątpić, że nasze ofiary za zmarłych przynoszą im jakąś pociechę? Nie wahajmy się nieść pomocy tym, którzy odeszli, i ofiarujmy za nich nasze modlitwy.